Capital – pattern city building

W roku 1999 studio Maxis zaprojektowało grę komputerową Sim City 3000, którą pokochałem od pierwszego kliknięcia. Spędzałem całe godziny wyznaczając kolejne dzielnice mieszkaniowe, handlowe, zapraszając brudne gałęzie przemysłu, które miały załatać dziurę budżetową powstałą wskutek budowy monumentalnych budynków na miarę własnego, burmistrzowskiego ego. W skrócie – wodociągi były zawsze przekombinowane, sieć transportowa nie działała jak powinna, mieszkańcy jak to mają w zwyczaju narzekali, klęski żywiołowe, pożary i przestępczość siały spustoszenie. Wszystko to brzmi jak idealny symulator życia miejskiego, którego godnego następcę próbuję od jakiegoś  już czasu znaleźć.

Capital to mimo swej obco brzmiącej nazwy produkcja rodzima, której autorem jest Filip Miłuński – autor przede wszystkim rodzinnych, lżejszych tytułów, z których za najciekawszy i przy okazji najbardziej zaawansowany uważam Magnum SalTym razem jednak porzucamy podziemia, Wieliczkę i Kraków, a zajmujemy się budową Warszawy.

Zasady

Gra trwa dokładnie sześć rund, stanowiących – począwszy od XVII wieku – sześć okresów w dziejach stolicy. W każdej z epok dostajemy 4 kafle reprezentujące różne typy zabudowy – części mieszkalne, handlowe, przemysłowe, kulturalne i budynki użyteczności publicznej. Autor wykorzystał draft znany między innymi z 7 Cudów Świata – spośród posiadanych kafli, każdy wybiera jeden, po czym resztę przekazuje graczowi po swojej prawej stronie. Runda trwa tak długo, dopóki gracze mają w ręce jakieś kafle.

Gracz ma do wyboru 3 możliwości działania. Wybrany kafel może oczywiście dobudować do swojej dzielnicy, opłacając koszt i pamiętając, że maksymalny rozmiar dzielnicy nie może wykraczać poza prostokąt o wymiarach 4 x 3. W przypadku braku miejsca pod budowę pozostaje jeszcze możliwość zasłonięcia istniejącej już zabudowy. Może to być szczególnie przydatne w przypadku chęci wystawienia drogich budynków, ponieważ wtedy wystarczy opłacić tylko różnicę w koszcie budowy pomiędzy starym, a nowym kaflem. Jeśli gracz jest już całkiem pod kreską, to ostatecznie jako trzecią możliwość może wybrać spieniężenie kafla – zysk natychmiastowy, ale dzielnica się nie powiększy. A powiększać warto, zwłaszcza, że w 3. i 4. epoce rozwoju nastąpią dwie wojny światowe, które uszczuplą dzielnicę nawet o 3 kafle (choć można je też wykorzystać jako mało delikatny sposób zmiany kierunku rozbudowy miasta).

Po każdej epoce następuje przydzielenie specjalnych kafli tzw. kamieni milowych, na które składają się znane wszystkim i rozpoznawalne budynki. Muszą być znane, bo nawet ja, mając niewiele do czynienia ze stolicą jestem w stanie rozpoznać wszystkie z nich… no dobra… większość. Ok, część! Ale za to każdy budynek jest pięknie opisany w instrukcji, więc można się zapoznać z historią stolicy.

Po rozpatrzeniu ewentualnych działań wojennych, przydzieleniu kamieni milowych, następuje punktowanie i wypłata gotówki za wszystko, co gracze wybudowali do tej pory.

Wykonanie

Wydanie gry stoi na wysokim poziomie. W grze mamy do czynienia z solidnymi kaflami, twardymi. Nie są lakierowane, więc być może z czasem zaczną się wycierać na krawędziach. Plansza na porządnej tekturze, świetna grafika na okładce. Dostajemy wypraskę, w której każdy element ma swoje miejsce, a po włożeniu kafli na przypisane im miejsca otrzymujemy obrys Pałacu Kultury i Nauki. Jedyną rzeczą, do której można się przyczepić jest brak czwartej karty pomocy gracza. Otrzymujemy 3 karty dwustronne z takimi samymi informacjami, a gra przeznaczona jest dla 2-4 graczy. Pewnie dodatkowy kafelek nie mieściłby się już w wyprasce, albo nie było dla niego miejsca na arkuszu ;-)

Podsumowanie

Capital to bardzo prosta gra, która daje możliwość kombinowania. Możemy próbować tworzyć combosy, ale musimy brać pod uwagę również sytuację, że budynek, którego wyczekujemy w trakcie rozgrywki się nie pojawi. Bardzo lubię gry kafelkowe, a tutaj dodatkowo oprócz miejsca ułożenia kafla, musimy jeszcze wybrać, w którą stronę go obrócimy aby uzyskać jak najwięcej korzyści i niejednokrotnie zdarza się sytuacja, w której po kilku kolejnych ruchach jest żal, że wybrałem takie, a nie inne ułożenie.

Co ciekawe, gra premiuje tworzenie zróżnicowanej tkanki miejskiej. Nie ma mowy o tworzeniu ogromnej sypialni – im bardziej dzielnice się ze sobą przeplatają, tym lepiej. Nie wiem czy to zamierzony efekt, ale tak chyba właśnie powinny się rozwijać miasta, aby żadna część nie pustoszała w trakcie dnia.

Grając w Capital odkrywam drobne rzeczy, które podobały mi się w innych tego typu grach. Draft z 7 Cudów Świata, pattern building przywodzący na myśl Basilikę (choć akurat w Basilice warto było budować duże jednolite połacie, a gracze zaciekle wyrywali je sobie). Nie mamy tutaj zależności między budynkami tak głębokich jak w Suburbii, ale odkryjemy niejedno podobieństwo do równie dobrego Quadropolis. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że Capital mimo wielu inspiracji daje nową jakość i jest tytułem dobrym, nie wybitnym, ale dobrym.

Sim City 3000 niestety i tym razem nie udało mi się odnaleźć. Szczerze mówiąc nie było nawet blisko, ale przynajmniej było sympatycznie. Z gier citybuildingowych jak dotąd chyba najbardziej przypadło mi do gustu Urban Sprawl (które niestety skreśliłem jakiś czas temu głównie ze względu na szalenie długi czas rozgrywki (2-3 godziny)).

Rozgrywka w Capital jest znacznie krótsza, trwa niecałe 30 minut. Na razie zostawiam ten tytuł w kolekcji, zwłaszcza, że przypadł do gustu mojemu sześciolatkowi. Będę tę grę traktował jako przerywnik pomiędzy bardziej mięsistymi tytułami, coś krótkiego na zakończenie wieczoru, ewentualnie do grania z okazjonalnymi graczami.

  • > szalenie długi czas rozgrywki (2-3 godziny)

    :D :D :D :D :D :D :D

    • Grzegorz Bernat

      Chodzi o ciężar tytułu. Jak siadam do Poprzez wieki czy innego mózgożera, to mogę się pogodzić z tym, że będę siedział 3 godziny. Natomiast jeśli weźmiesz pod uwagę ciężar Urban Sprawl, dużą losowość generowaną przez karty i zmieniające się oznaczenia wokół planszy, to jest to zdecydowanie za dużo. Jest tylko jedna bardziej losowa gra, której jestem w stanie poświęcić 3 godziny – Talisman z synem. Ale wiadomo, że w tym wypadku chodzi o towarzystwo ;-)