Author Archive for Grzesiek

Dodatki – urozmaicenie gry czy piekło kolekcjonera

dodatki_img_1535

Jesień to zdecydowanie najlepszy czas do wszelkiego rodzaju przemyśleń, pytań o życie, wszechświat i całą resztę. Jest to też czas gromadzenia zapasów, by nie zmarnieć na przednówku. Planszówkowicz zapasy gromadzi systematycznie, przez cały rok i zimy się nie boi. Zima zresztą jest tak samo dobrą porą gromadzenia, jeśli nawet nie lepszą, bo przecież okazji do otrzymania wszelkiego rodzaju dóbr jest niemało. Poza nowymi tytułami, które Planszówkowicz z mniejszym, bądź większym powodzeniem przyswoi (tu odsyłam do mych wcześniejszych przemyśleń o sytuacji, gdy powodzenie jest mniejsze), wymyślono jeszcze coś takiego, co nazwano DODATKIEM. Zrobiono to, zdaje się, by ostatecznie Planszówkowicza pognębić.

Leaving Earth – wyścig o podbój kosmosu… samotny

Leaving Earth

Ground Control to Major Tom
Ground Control to Major Tom
Take your protein pills and put your helmet on
Ground Control to Major Tom
Commencing countdown, engines on
Check ignition and may God’s love be with you1

    Wiek Wszechświata szacowany jest na około 13 miliardów lat i być może Wszechświat ten będzie trwał nieskończenie długo2. W wymiarze przestrzennym prawdopodobnie również jest nieskończony. Niezależnie jednak od tego, czy kosmos ma jakieś granice czy też nie, z całą pewnością jest na tyle pojemny, by przyjąć każdą liczbę gier o nim traktujących. Każdego roku wychodzi całe mnóstwo tytułów o eksploracji kosmosu, a mimo to temat ten, o dziwo, nie został całkowicie wyeksploatowany. Sytuacja autorów jest w tym przypadku o tyle prosta, że najczęściej nie muszą oni próbować odwzorowywać rzeczywistości jaką znamy. Ocieranie się o science-fiction pozwala na fabularne uzasadnienie niemal każdego elementu użytej mechaniki, a gracze muszą w tym wypadku skapitulować i przyjąć sprawy takimi jakimi są. Najczęściej twórcy gier przedstawiają ludzkość (lub zupełnie inne fantastyczne cywilizacje) na etapie wysokiego zaawansowania technologicznego, pozwalającego dokonywać w prosty sposób rzeczy, które w rzeczywistym świecie byłyby zupełnie niemożliwe. Jako gracze dysponujemy więc ogromnymi flotami międzygalaktycznymi, zdolnymi do niszczenia planet lub całych układów. Rozwijamy przepotężne gospodarczo korporacje mogące pozyskiwać całkiem fantastyczne surowce z odległych zakątków wszechświata. Słowem, możemy wszystko, bo przez setki czy tysiące pokoleń rozwoju posiedliśmy wreszcie wiedzę absolutną. Wśród kolejnych produkcji w rodzaju 4X3 trafiają się jednak pojedyncze okazy, które próbują podejść do tematu nieco inaczej. Taką perełką okazała się gra Josepha FatulyLeaving Earth.

51. Stan – Master Set – samotnie na drodze do piekła

pic2945432_md

Rok 2010. Nie pamiętam dokładnie kiedy napłynęły do mnie pierwsze wiadomości o tym, że Portal planuje wydać karciankę w świecie Neuroshimy. Pamiętam tylko, że było wtedy dosyć ciepło, a ja szedłem ulicą z telefonem przy uchu i właśnie o tym rozmawiałem z Jankiem (tym samym, który teraz publikuje teksty na tym blogu). Obaj byliśmy wtedy jeszcze nieopierzonymi planszówkowiczami, a i rynek wydawniczy w Polsce nie był tak rozwinięty i w zasadzie każda produkcja budziła całkiem spore zainteresowanie. Obaj mieliśmy już wtedy okazję grać w Neuroshimę Hex i obaj (a może tylko ja?) byliśmy przekonani, że karcianka w tym samym uniwersum, to absolutne „must have”.

4. Jerseycon – 30.04.2016

Wiosna. Tłum legnie na ulice, z kątów wypełza, świętuje wiosnę w mieście, jurne święto, w szynkach narożnych pije i chuciom swym dogadza. Pogoda nęci, coś ciągnie w naturę, przyrodę bujną, świeżą, soczystą. Głowa szumem zachodzi od barw, zapachów i światła. Każdy rozsądny planszówkowicz w taką pogodę woli zostać w domu, skryć się w cieniu, przeczekać upalne, drażniące godziny dnia i w spokoju, w bladości lica, ze skórą wciąż alabastrową dotrwać do upragnionego mroku wieczoru. Dla zdrowia więc i przyjemności wzajemnej, wraz z przyjaciółmi memi, samoczwart w południowej prowincji Śląska Dolnego czwarty już Jerseycon zorganizować zdołali. 

Puerto Rico – stara gra, a może

puerto_20160327_IMG_0499

Nie jestem zbieraczem. Dokładniej mówiąc – już nie jestem. Moja kolekcja gier przestała się rozrastać w sposób niekontrolowany, a hobby nie wygląda już jak walka z hydrą (broń Boże nie mam tu na myśli żony, która na moje szczęście wykazuje się dużą cierpliwością i zrozumieniem). W miejsce jednego tytułu na półce nie wyrastają trzy nowe. Staram się nad tym w miarę panować, przez co gry przychodzą i odchodzą, a bilans wychodzi mniej lub więcej na zero. Rotacja w kolekcji jest spora, ale równocześnie można w niej wyróżnić pewną część (raczej niewielką), która nie zmienia się od lat. Do takich tytułów należy leciwe już, ale wciąż jare Puerto Rico.