psgp*

*Prawdziwa strona gier planszowych

51. Stan – Master Set – samotnie na drodze do piekła

pic2945432_md

Rok 2010. Nie pamiętam dokładnie kiedy napłynęły do mnie pierwsze wiadomości o tym, że Portal planuje wydać karciankę w świecie Neuroshimy. Pamiętam tylko, że było wtedy dosyć ciepło, a ja szedłem ulicą z telefonem przy uchu i właśnie o tym rozmawiałem z Jankiem (tym samym, który teraz publikuje teksty na tym blogu). Obaj byliśmy wtedy jeszcze nieopierzonymi planszówkowiczami, a i rynek wydawniczy w Polsce nie był tak rozwinięty i w zasadzie każda produkcja budziła całkiem spore zainteresowanie. Obaj mieliśmy już wtedy okazję grać w Neuroshimę Hex i obaj (a może tylko ja?) byliśmy przekonani, że karcianka w tym samym uniwersum, to absolutne „must have”.

4. Jerseycon – 30.04.2016

Wiosna. Tłum legnie na ulice, z kątów wypełza, świętuje wiosnę w mieście, jurne święto, w szynkach narożnych pije i chuciom swym dogadza. Pogoda nęci, coś ciągnie w naturę, przyrodę bujną, świeżą, soczystą. Głowa szumem zachodzi od barw, zapachów i światła. Każdy rozsądny planszówkowicz w taką pogodę woli zostać w domu, skryć się w cieniu, przeczekać upalne, drażniące godziny dnia i w spokoju, w bladości lica, ze skórą wciąż alabastrową dotrwać do upragnionego mroku wieczoru. Dla zdrowia więc i przyjemności wzajemnej, wraz z przyjaciółmi memi, samoczwart w południowej prowincji Śląska Dolnego czwarty już Jerseycon zorganizować zdołali. 

Conflict of Heroes – Samotna partyzantka

17 października 1941, godzina 8:25 – okolice Pryłuki, ok 150 km na wschód od Kijowa

coh_solo_01

Oberleutnant Helmut von Oppeln-Bronikowski zatrzymał się na chwilę by dokładnie przyjrzeć się drodze na wprost niego. Awans miał na wyciągnięcie ręki, wystarczyło tylko dorwać te niedobitki z Kijowa, które grasowały obecnie po lasach. Miał jednak złe przeczucia i dlatego postanowił działać ostrożnie…

Puerto Rico – stara gra, a może

puerto_20160327_IMG_0499

Nie jestem zbieraczem. Dokładniej mówiąc – już nie jestem. Moja kolekcja gier przestała się rozrastać w sposób niekontrolowany, a hobby nie wygląda już jak walka z hydrą (broń Boże nie mam tu na myśli żony, która na moje szczęście wykazuje się dużą cierpliwością i zrozumieniem). W miejsce jednego tytułu na półce nie wyrastają trzy nowe. Staram się nad tym w miarę panować, przez co gry przychodzą i odchodzą, a bilans wychodzi mniej lub więcej na zero. Rotacja w kolekcji jest spora, ale równocześnie można w niej wyróżnić pewną część (raczej niewielką), która nie zmienia się od lat. Do takich tytułów należy leciwe już, ale wciąż jare Puerto Rico.

mały Jerseycon – 19.03.2016

Małe co nieco

Kolejny weekend dopisał. Pogoda była wyśmienita, i choć, gdy piszę te słowa aura zrobiła się nieco bardziej mroźna i zimopodobna, to jednak sobota przywitała piękną wiosną. Święta Wielkanocne już za pasem i pewnie niedługo wszystko zacznie się zielenić. W zasadzie każda pora roku czy pogoda jest odpowiednia, by grać w planszówki, chyba, że akurat w planach jest granie w szczerym polu pod otwartym niebem. Wtedy rzecz jasna zawsze istnieje ta nuta niepewności, czy aby niebo nie spadnie na głowę.