Fuba – jaka szkoda, że państwo tego nie widzą

Wydawałoby się, że na tak gęstym rynku jak nasze hobby, nie ma już miejsca dla gier typu wydrukuj-i-graj, czy dostępnych w ograniczonym nakładzie bezpośrednio u twórców. To co jest na półce w pierwszym lepszym sklepie powinno oferować co najmniej kilka podobnych tytułów na tym samym, jeśli nie lepszym poziomie. Są jednak tematy, które okazują się równie chwytliwe, co trudne do zrealizowania – jak piłka nożna. Ciężko zliczyć próby implementacji najpopularniejszego sportu na globie, ale takich naprawdę udanych (może oprócz niektórych czysto zręcznościowych tytułów) praktycznie brak.

Początek meczu, wycofanie na skrzydło i próba rozegrania piłki od tyłu

I tu pojawiają się Finowie z małego wydawnictwa U&P Games. Ekipa z ojczyzny heavy metalu zauważyła ten sam problem i postanowiła wypełnić lukę – i tak powstała Fuba, taktyczna gra, która przez wielu uważana jest za najlepszą piłkarską planszówkę na świecie. Co ciekawe, autorzy przyznają, że specjalnie wielkimi fanami piłki nie są, ale nie przeszkodziło im to stworzyć turniejów Mistrzostw Świata – ostatni rozegrany został w Mediolanie. Niestety, gra dostępna jest jedynie bezpośrednio u twórców, w dodatku nie mają pudełkowej wersji – „składamy” sobie komplet zamawiając kolory drużyn i planszę, a elementy dostaniemy w woreczkach.

Inis

Cofnijmy się na chwilę o kilka lat. Jesteśmy w mieszkaniu wynajmowanym przez czterech studentów, którzy siedzą aktualnie przy stole. Na nim leży mapa miasta, które zna każdy fan prozy Terry’ego Pratchetta. Właśnie rozgrywana jest jedna z wielu partii w Świat Dysku: Ankh Morpork. Gdyby koledzy Grzegorz oraz Jan zobaczyli ile przy stole jest piwa i czipsów, prawdopodobnie nigdy nie zostałbym w przyszłości przyjęty do redakcji. Moja kopia była jednak używana tak często, że nawet koszulki na karty na niewiele się zdały. Dlaczego mówię o Ankh Morpork w recenzji Inis? Ponieważ sprzedaż tej pierwszej była największym błędem w mojej planszówkowej karierze (wydawca stracił licencję na Świat Dysku i gra nie jest już w druku), a kupno tej drugiej przywołało kilka dobrych wspomnień i przypomniało mi, jak bardzo lubię gry area control.

Hands in the Sea

A Few Acres of Snow urzekło większą część naszej redakcji praktycznie z miejsca. Zgrabne połączenie deck-buildingu z mapą i wojennym konfliktem w tle okazało się strzałem w dziesiątkę, który potrafił przykryć nawet problem z balansem rozgrywki.

Nowatorska mechanika Martina Wallace’a okazała się objawieniem dla Daniela Bergera – autora małego wydanictwa Knight Works, który od paru lat próbował stworzyć tytuł traktujący o I wojnie punickiej. Uprzedzając fakty – implementacja wyszła perfekcyjnie i powinna przypaść do gustu niemal każdemu fanowi pierwowzoru. A teraz do szczegółów.

Nasze oczekiwania w 2019

Kilka dni temu stworzyliśmy wpis podsumowujący rok 2018, pora w takim razie przedstawić tytuły, wobec których żywimy pewne oczekiwania w roku 2019. Nie wszystkie wymienione tytuły będą nowościami, które dopiero się pojawią, niektórzy mają całkiem mocne oczekiwania względem tytułów, które na rynku są już jakiś czas. Zaczynajmy.

Redakcyjne podsumowanie 2018

Hu hu ha! Zima nie przyszła, więc tym razem nie zdołała zaskoczyć nikogo. Temperatury jednak spadły na tyle, by przypomnieć, że wkrótce pożegnamy rok 2018 i jak w każdej końcówce każdego roku warto zrobić krótki rachunek sumienia i podsumować minione dwanaście miesięcy. Pisząca część redakcji (nie mylić z piśmienną) postanowiła podzielić się swoimi przemyśleniami z ostatniego czasu i przedstawić po trzy najlepsze gry, które udało się poznać w ciągu tego roku. Jak zawsze przy ograniczonej liczbie lokat, pojawił się szereg rozterek. Część naprawdę wspaniałych tytułów musiała ustąpić innym, które z jakiegoś powodu zasłużyły sobie bardziej na bycie wyróżnionymi. Niestety tak już jest, że nawet wybór najlepszej trójki spośród czterech bywa szalenie trudny. Zapraszam do poznania naszych typów.