psgp.pl

prawdziwa strona gier planszowych

Felietony

Kalendarz na 2020

Kolekcja gier ma to do siebie, że raczej rośnie, niż maleje, w przeciwieństwie do dostępnego czasu wolnego. Postanowiłem zatem spriorytetyzować, w które tytuły chcę w tym roku zagrać przy założeniu, że uda się coś wyciągnąć na stół chociaż raz w miesiącu. Biorąc pod uwagę, że preferuję raczej cięższe i dłuższe tytuły, to wcale niełatwe dla mnie zadanie, ale cele łatwiej jest osiągnąć, jeśli się je wcześniej konkretnie wyznaczy.

Styczeń – Hands in the Sea

„Łapki w morzu” z każdą partią tylko umacniają mnie w przekonaniu, że to gra wybitna. Czas przy niej płynie szybko, a pozornie skomplikowane zasady można sobie odświeżyć w kilka minut nawet po paru miesiącach przerwy. Ogrom możliwych strategii i kontr-strategii sprawia, że ten tytuł chce się tylko zgłębiać i grać, grać, grać. Jakbym miał wybrać jeden tytuł do zabrania na bezludną wyspę, to Hands in the Sea byłby mocnym kandydatem.

Luty – Wilderness War

Z klasyków wargame’ów sterowanych kartami, z mapami point-to-point, do tej pory udało mi się zagrać w Washington’s War, Hannibal & Hamilcar oraz Wilderness War. To trzy, pozornie bliźnicze tytuły, które często porównywane są na forach w tematach typu „którą grę wybrać”. Wilderness War, chociaż tematycznie najmniej mnie pociąga, przypadł najbardziej do gustu. W większym stopniu skupia się na na aspekcie militarnym – w przeciwieństwie do pozostałych dwóch pozycji, gdzie bitwa jest raczej ostatecznością, a istotą jest polityka i zajmowanie terenu. To również gra, która nie wybacza błędów, co bywa frustrujące, ale i niezwykle pociągające.

Marzec – 1830: Railways & Robber Barons

Mój pierwszy 18xx sprawił, że przez kilka tygodni nie mogłem przestać myśleć o tej grze. Niesamowite emocje przy rozgrywce pomogły nieco zrozumieć co tak uzależnia Wilków z Wall Street – handel i sterowanie wartością akcji potrafi zamienić spokojnego „księgowego” w prawdziwego krwiopijcę z rządzą mordu w oczach. Szkoda tylko, że to tytuł, który wymaga większej obsady (trzech graczy to absolutne minimum), którzy muszą sobie zarezerwować te 4-5 godzin przy stole. Z drugiej strony, bez tych warunków, pewnie nie byłoby takich emocji.

Kwiecień – Gra o Tron

Gra o Tron to chyba najbardziej zużyta gra w mojej kolekcji. Swego czasu na stole lądowała tak często, że szukając nowych wrażeń zaczęliśmy myśleć o własnych rozszerzeniach (Rebelia Roberta Baratheona), albo drukować fanowskie wersje – jak ta, która do stołu zaprasza aż 9 graczy. Niestety, grupa się rozpadła jak armia Robba po Krwawym Weselu, ale liczę, że uda się ją zwołać chociaż raz, by odświeżyć stare wspomnienia.

Maj – Brotherhood & Unity

Brotherhood & Unity to najbardziej oczekiwana przeze mnie gra… 2019 roku. Jak już pisałem premierę przesunięto na marzec 2020, ale tym razem wydaje się, że to ostateczny termin. Do maja gra powinna wylądować na półce, instrukcja przed nos, więc nie zostaje nic innego, jak trzymać kciuki, by była wolna od błędów, z których wydawnictwo Compass Games jest niestety znane – o resztę się nie martwię. Wystarczy przeczytać serię artykułów autora i hype gotowy.

Czerwiec – Fuba

Piłkarskie szaleństwo ponownie ogarnie świat w czerwcu podczas Mistrzostw Europy. Trudno o lepszą okazję, by wyciągnąć na stół piłkarską planszówkę, zwłaszcza jeśli jest taka dobra. Może nie uda mi się zagrać aż 51 spotkań, ale liczę na więcej niż jeden pojedynek. Biorąc pod uwagę średni czas rozgrywki, to można grać równolegle do wydarzeń… na boiskach 12 krajów Europy.

Lipiec – Guns of Gettysburg

Mija już chyba siedem lat od zakupu tego białego kruka, a on dalej leży na półce bez choćby jednej rozgrywki na koncie. Kolejna rocznica Bitwy pod Gettysburgiem to kolejna okazja, by ten impas przełamać i w końcu zagrać w prawdopodobnie najlepszą planszową implementację legendarnej bitwy. Tym razem musi się udać.

Sierpień – Great War Commander

Kolejna okazja „rocznicowa” – wybuch I Wojny Światowej. Great War Commander to świetny tytuł, czas wypróbować ciężką artylerię, gaz bojowy i czołgi. Może niekoniecznie od razu z wykorzystaniem Brytyjczyków, ważne by w ogóle wyjść w pole, zamiast chować się w okopach.

Wrzesień – 1824: Austrian-Hungarian Railway

Po sukcesie 1830 od razu rozpoczęły się poszukiwania kolejnych 18-tek. Tak trafiłem na reprint 1824, który z całkiem niezłym wynikiem został opublikowany za pomocą popularnej platformy do finansowania przez społeczność. Szczerze mówiąc, to nawet nie wiem czym konkretnie się ta pozycja wyróżnia – jedno jednak stawiam za pewnik. Grać się będzie znakomicie.

Październik – Andean Abyss

Kolejny wymagający tytuł – znajdź tu człowieku czterech graczy na wspólne 5 godzin. Wierzę, że się jednak uda, bo po pierwszej partii każdy odchodził nienasycony i pełen pomysłów co zrobić lepiej następnym razem. Andean Abyss to gra bez dwóch zdań zbyt wybitna, by się jedynie kurzyć na półce.

Listopad – Fief: France 1429

Wspomniany przesyt Grą o Tron sprawił również, że zacząłem rozglądać się za alternatywami i tak trafiłem na – wówczas świeży reprint – Fief. Grę osadzoną dość luźno w średniowiecznej Francji, gdzie spiskujemy, zawieramy i zrywamy sojusze, podbijamy sąsiadów, a na dodatek możemy zostać… papieżem. Świetna gra, której przydałby się lekki lifting zasad, ale ja i tak bawię się przy niej świetnie.

Grudzień – Napoleon’s Triumph

Na koniec prawdziwe crem de la crem, na kolejną rocznicę, tym razem Bitwy pod Austerlitz. Napoleon’s Triumph to moim skromnym zdaniem prawdziwy majstersztyk, jedna z najlepszych gier ever i zdecydowanie najcenniejszy unikat w prywatnej kolekcji. Niestety, jest na tyle specyficzna, że wielu graczy zwyczajnie przeraża swoją odmiennością, co utrudnia znajdywanie chętnych do gry. Liczę, że uda mi się w końcu przełamać lody – nie po to trenujemy od jakiegoś czasu przy innych tytułach, by w końcu nie spróbować :)